piątek, 8 listopada 2013

Czwartek niestety bez tańców

Jako że w czwartek wieczorem chodzimy na tańce, zrobiłam sobie w miarę lekki trening w domu - kilka ćwiczeń na taśmach TRX oraz trening Sexy Back z Tiffany. O 16:30 dowiedziałam się, że tańców nie będzie, a ich dalszy byt stoi pod znakiem zapytania. Szkoda by było... Okaże się pewnie w piątek, co dalej.

Piłka w grze!

Środa z Body Ball - czułam wszystkie mięśnie, ale było lżej, niż to zapamiętałam.

Wtorek z salsą

Na tańcach ćwiczyliśmy salsę ;-) Ćwiczenia w najprzyjemniejszej formie zaliczone.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Inspiracje: Tomatoes on Toast

Mniam, mniam, pyszności z książki  The Feed Zone Cookbook. Fast and Flavorful Food for Athletes.


Poniedziałek na urlopie

Idzie jesień, idą zmiany, mam nadzieję, że pierwsze dojdą na Sylwestra. BS w toku. Zobaczymy, jakie będą efekty. Muszę wytrwać. Dzisiaj w programie taśmy TRX x2 oraz Tiffany (boję się jutra ;)).

Ćwiczenia na taśmach różne, to najtrudniejsze:



Ćwiczenia z Tiffany wywołały uśmiech na mojej twarzy:


niedziela, 3 listopada 2013

31.10. - 02.11.

W czwartek poszliśmy na tańce - cza-cza okazała się nie taka łatwa do powtórzenia, ale nie poddajemy się. Kiedyś już tańczyłam, więc jestem trochę niecierpliwa. Ale tylko troszkę. Spłynęło na mnie ostatnio dużo czasu, więc mogę go poświęcić na zmiany na lepsze. Odpoczęłam w ten weekend, więc jutro zaczynam. Już dokonuję rewolucji w kuchni. Niebawem co ciekawsze wpisy na blogu Dwie lewe ręce w kuchni.

Co do ćwiczeń zastanawiam się, co dziś wybrać: Cassey (jest trochę świrnięta) czy Chodakowską (powoli mnie nudzi). Więc może Tiffany? Choć ostatnio po jej ćwiczeniach nie mogłam normalnie oddychać ;-) Dam znać, co wybrałam.

środa, 30 października 2013

Wtorkowe obiecywanki

I tak cały tydzień uciekł gdzieś i odpłynął w dal. W sobotę wesele, więc trochę potańczyłam, ale jeśli chodzi o ćwiczenia... to porażka. Lecz mam zamiar zacząć od jutra prawdziwą rewolucję. Próbuję i próbuję, w końcu się uda :-)

wtorek, 22 października 2013

Weekend, a dokładniej: niedziela

Aby zachować jako taką konsekwencję ruchu, w niedzielę postanowiłam dać jeszcze raz szansę Ewie. Ale na początek włączyłam sobie lekkie ćwiczenia z Tifanny. A pisząc ściślej, te:


Wyglądają niewinnie, ale to tylko pozory!!! Mam takie zakwasy, że nie mogę normalnie chodzić, schylać się i przewracać w łóżku z boku na bok. Co więcej, później zrobiłam pierwsze cztery ćwiczenia z szok treningu Ewy Chodakowskiej (masakra!) i prawie calutki skalpel (bez dwóch ćwiczeń).

Oczywiście, z jednej strony mam zakwasy, ale po ćwiczeniach czuję się znacznie lepiej. I śpi mi się spokojniej. A zatem warto? Warto :-)

A tu artykuł o doznaniach w trakcie wykonywania ćwiczeń Ewy.

Czwartek

W czwartek tańce zaliczone: rumba i bachata. Oprócz tego innych ćwiczeń brak. Jakoś bieganie to mi w ogóle nie po drodze.

środa, 16 października 2013

Wtorek

Tańce, tańce, tańce... dziś czuję mięśnie nóg :-) Był walc angielski, rumba i bachata. Ciekawe, co zaserwują jutro?


wtorek, 15 października 2013

Efekt wczorajszych ćwiczeń wieczornych

Czuję, jak rosną mi mięśnie ramion i boczne, a dokładnie mięśnie: ramienny, naramienny i zębaty przedni oraz czworoboczny i dwugłowy ramienia. To efekt magic ringu do pilatesu, kettle bella oraz taśmy trx i pompek :D Dzisiaj znowu taśmy :D Nie mogę się doczekać, aż zamontujemy hak i będziemy korzystali z możliwości taśm w 100%. Poza tym dziś taneczne wtorki.

poniedziałek, 14 października 2013

Literacka Nagroda Nobla - trochę po czasie

Chciałam wrzucić post wcześniej, a dokładnie w czwartek ok. godz. 13:00, kiedy to ogłoszono, że laureatką Literakiej Nagrody Nobla została moja ulubiona pisarka Kanadyjka Alice Munro. Z tej okazji na blogu do przeczytania dwie moje recenzje jej książek:

niedziela, 13 października 2013

Weekend

W piątek luz, w sobotę poćwiczyłam z obręczą do pilatesu i kettle bellem. Dziś taśmy TRX. Dla niewtajemniczonych - wskazówki poniżej.





piątek, 11 października 2013

Taneczne czwartki?

A dlaczegóż by nie? :-) Pomysły się rodzą jak grzyby po deszczu, a czas ostatnio gna jak wariat, wypełniając po brzegi każdy następny dzień. Wczoraj tańczyliśmy bachatę! Uwielbiam!

czwartek, 10 października 2013

Recenzja września

Moja recenzja książki "Papusza" została wyróżniona przez Instytut Książki :-) Informacja tutaj.

środa, 9 października 2013

Taneczne wtorki



Tak jak planowałam, wczoraj wieczorem potańczyliśmy. Wciąż jednak za mało biegania w moim dążeniu do przebiegnięcia 10 km. Ważne jest jednak dla mnie to, że się ruszam. Wczoraj przypominałam sobie rumbę i bachatę. Nawet nie zauważyłam, jak minęła godzina. A to może oznaczać tylko jedno - taki sport właśnie jest mi potrzebny - ćwiczenia połączone z czystą przyjemnością tańca :-) Wspaniałe uczucie. Dla zainteresowanych filmik z względnie łatwym układem rumby.

wtorek, 8 października 2013

Redefinicja

Nastąpiła redefinicja bloga - jako że nie ćwiczę tylko z Ewką, ale sięgam po różne formy ruchu - choć to ona mnie zainspirowała, opis rozszerzam o ćwiczenia nie tylko z Ewą Chodakowską, lecz o ćwiczenia w ogóle. Wszelakie. Dziś na przykład będą to TAŃCE! uwielbiam tę formę ruchu.

Wtorek jak co tydzień?

Wczoraj nie ćwiczyłam, za to byłam w kinie na filmie "Diana" - mocno średni. Dzisiaj tańce. Nie wiem, czy to kogoś interesuje. W sumie - może tak, może nie. Na dziś polecam bardzo ciekawy artykuł o "życiu w Internecie".

Do czytania i refleksji

Na dziś polecam reportaże Jeana Hatzfelda, które powinien przeczytać każdy. Bez wyjątku. Recenzja książki tutaj.

Weekend 5.-6.10.

W sobotę rano Trufel był wyjątkowo niemożliwy. Wył, łaził, dyszał - ogólnie wysyłał komunikat: wstań i mnie wyprowadź. Jako że zaspana wstałam i na zewnątrz przy 3 st. C się obudziłam, zdecydowałam, że pójdę na spinning. Miało być lajtowo, na spalanie. Były interwały. Cieszyłam się jednak, że nie dałam się lenistwu. Ogólnie weekend był wariacki, prawie cały spędziłam na "Wanodze", oglądając filmy i zdjęcia z przeróżnych podróży :-)

W niedzielę nie ćwiczyłam. A zatem w poniedziałek czas na trening - biegowy?


Do czytania na weekend

...książkę podróżniczą. Lekką i przyjemną, pełną pozytywnych wrażeń w sam raz na weekend. Poza tym w moim mieście właśnie dziś zaczyna się Festiwal Przygody "Wanoga", więc aby pozostać  w tych klimatach, dziś właśnie ta książka. Recenzja tutaj.

Środa i czwartek (2.-3.10.)

Jako że piątek się jeszcze nie skończył, a właściwie dopiero zaczął, nie spisuję go na straty. Niestety, w kwestii dni wymienionych w tytule - ani pobiegać się nie udało, ani poćwiczyć, ani poskakać, nic. Trudno to ogarnąć, jak się kończy robotę przed 18, później wariacko zdążyć na angielski i pomóc kuzynowi z pracą licencjacką. Co jak co 23:00 to dla mnie trochę za późno na ćwiczenia.

Nie wiem, jak to zrobię, ale muszę wygospodarować choć trochę czasu na ćwiczenia. Czas przewartościować mój mikro świat. Chciałabym dojść do takiego stanu, że "trening - rzecz święta". nieruszalna. Dopiero wtedy można osiągnąć sukces. Póki co cieszę się, że mam energię na wszystko inne i nie wpadam w dołek "nie chce mi się". To niedopuszczalne! ;) Chyba, że jest sobota wieczór :D

Tydzień temu (wtorek)

Reaktywacja taneczna! To był trening, jaki lubię najbardziej - nie czuję, że trenuję. Czysta przyjemność! Bachata jako nowość i walc angielski w ramach przypomnienia. Super - i co więcej, zajęcia odbywają się dwa razy w tygodniu i nawet udało mi się namówić na nie mojego męża. Poniżej sexy bachata.



Weekend i poniedziałek

Niestety, bez biegania, chyba że mówimy o ogarnianiu spraw rodzaju wszelakiego. A tak serio - złapałam lenia na weekend, byłam nie w sosie. Muszę jednak właśnie weekendy zacząć wykorzystywać na solidny trening. Ostatnio przymierzam się do wznowienia regularnych treningów z Ewą - obawiam się tylko, że najszybciej uda mi się je wykonać o 21. Niestety, do wstawania o 6:00 rano, aby zrobić trening, nie umiem się przekonać.

Piątek 28 września

Nie biegałam, ale w ramach jakiegoś ruchu wróciłam pieszo z pracy - szłam sobie żwawo przez 30 min. Po bieganiu bolą mnie mięśnie (na biodrach i między łopatkami) i nie chcę sobie zaserwować biegania codziennie - chodzi mi o początki. Wiele razy już tak było, że ćwiczyłam intensywnie codziennie, bo się zawzięłam ("Co? Ja nie dam rady? A właśnie, że dam!") i bardzo szybko dopadało mnie przetrenowanie i zmęczenie materiału lub ból pleców uniemożliwiający dalsze ćwiczenia (coś tam mam uszkodzone). Teraz chcę podejść do tego rozsądniej i bardziej konsekwentnie.

Do czytania

 Dziś polecam reportaż Angeliki Kuźniak
„Papusza”, wyd. Czarne, Wołowiec 2013

Przyznam, że dawno książka tak mnie nie porwała. I do tego książka będąca rzetelnym reportażem, jak wstążkami warkocz przeplatana listami, wypowiedziami uczestników wydarzeń, wierszami (gilami), zdjęciami taborowego życia, rękopisów oraz samej Papuszy. Ciąg dalszy recenzji


 


A także książkę Sylwii Chutnik, która nie tak dawno trafiła w moje ręce „Mama ma zawsze rację”. Zbiór felietonów, który adresowany jest – co wynika z okładki – do każdej pani domu, w istocie powinien zostać przeczytany przez każdego. Więcej






poniedziałek, 7 października 2013

Środa 25 września

Witam o poranku! Dobry na bieganie? Pewnie tak :-) Ale ja rano czuje się, jakby rozjechał mnie czołg i mam problem z dotarciem do kuchni w celu przyjęcia dużej dawki kawy. Choć dziś niespodzianka - mąż przygotował śniadanie i wstał przede mną. A bieganie - po południu przed angielskim.

Wtorek 24 września

Jako że powstał nowy blog (zadaniowy ze względu na kurs, no nieważne), a z tego nie chcę zrezygnować, tu zamieszczam symultanicznie to, co pojawia się tam. Z małym poślizgiem od początku.

A zatem:

Wyzwanie: przebiec 10 km w ramach Biegu Niepodległości w Gdyni.
Faza wyjściowa: nie biegam, czasem ćwiczę i jeżdżę rowerem.
Czas na przygotowanie: 48 dni.
Start: 24 września 2013 r.
Realizacja wyzwania: 11 listopada 2013 r.

środa, 18 września 2013

Postanowienie - podejmuję wyzwanie kolejny raz

Termin: wiosna 2014
Cel: schudnąć 15 kg
Jak go osiągnąć: killer, basen, bieganie, rower stacjonarnie w domu, skalpel, melanie, tiffany...

piątek, 13 września 2013

Piątkowe deszcze

Ok, jeszcze nie pada, ale w ostatnich dniach pogoda jest iście jesienna i nie mam tu na myśli złotej, polskiej jesieni (mam nadzieję, że taka też nastanie). Za oknem szaro, mgliście i zimno. Ale nie zrażam się. Od ostatniego wpisu byłam na rowerze z mężem (km nie za dużo, ale były) oraz wczoraj i dziś wybrałam się rowerkiem do pracy - łyk świeżego powietrza przed poranną kawą. I z nowości aeroobowych to by było tyle.




czwartek, 5 września 2013

Czwartek

Szczerze? Planuję kupić szosówkę - miałam kiedyś, ale została sprzedana, bo rzekomo za mało jeździłam. Właściwie nawet się na tę sprzedaż zgodziłam. Trzeba to zmienić i ja zmieniam to w tym miesiącu.

A teraz póki co trochę na wesoło:


poniedziałek, 2 września 2013

Jesienny poniedziałek

A może dzisiaj pobiegamy?


Niedziela

Wpisuję dopiero dziś. Plan na popołudnie nieznany, ale z pewnością coś. :-)

ĆWICZENIA:
Brzuszki i ćwiczenia na pośladki ze skalpela Ewy, oprócz tego brzuszki z książki, ustanie w pompce oraz podskoki i zejście do pozycji pompki (ćwiczenie z killera) 18 min 47 s.



sobota, 31 sierpnia 2013

Sobota, czyli weekend!

Myśl o ćwiczeniach towarzyszyła mi ostatnio natarczywie i codziennie. Stąd dziś decyzja - dodatkowo po rozmowie z Babetą, która też będzie ćwiczyć - że wznawiamy akcję! Zresztą waga mi pokazuje, że nie mam się zbyt dobrze, mimo że zmieniłam trochę nawyki żywieniowe.

Jako że mam zaległości w ćwiczeniu, postawiłam na skalpel. Było ciężko, ale zrobiłam. No i brakuje mi motywacji, bo nie wierzę, że schudnę.


środa, 28 sierpnia 2013

środa, 21 sierpnia 2013

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Poniedziałkowe dąsy

Zaczynam wątpić w dietę - po pierwsze jest mi ją bardzo trudno stosować, ponieważ zazwyczaj brak mi składników, wyjeżdżam gdzieś, jemy wcześniej lub później. Poza tym w teście wyszło mi, że jestem nią tylko zainteresowana, ale nie jestem dość zmotywowana. Staram się jeść zdrowo, a mimo to bilans wartości odżywczych wypada w moich potrawach marnie. Nie lubię być na diecuie - mam wrażenie, że wtedy automatycznie jestem głodna, poirytowana i poszkodowana. Co więcej dawno nie ćwiczyłam, ale w weekend pływałam za motorówką i jeździłam na quadzie. :) Czas jednak wrócić do ćwiczeń Ewy. Motywacjo, gdzie jesteś? Dziś ogólnie nie mam humoru.


Dąsów ciąg dalszy. Mam wrażenie, że prowadzę blog o niczym. Chyba zniknę z internetu na jakiś czas, z fejsa na pewno. I idę na kabaret. Sama. Jakoś nie wydaje mi się, aby coś było mnie w stanie rozśmieszyć. Za oknem leje deszcz...

środa, 14 sierpnia 2013

Do ataku!

Jako że wczoraj nie było dzikiej fazy natarcia ćwiczeń, dziś powinna być. Już wczoraj sobie zaplanowałam ćwiczenia, ale nie poćwiczyłam, dziś natomiast może mi nie starczyć czasu. Jutro na szczęście jest wolny dzień, a przede mną długi weekend, więc jest szansa.


wtorek, 13 sierpnia 2013

Jestem fit!

JEDZENIE
Zdrowe, ale średnie, jeśli chodzi o bilans kalorii.

ĆWICZENIA
Szybki spacer 30 min.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Po tygodniu i weekendzie

Dziś pora powrócić do ćwiczeń... co do diety staram się, ale mam wrażenie, że nigdy nie uda mi się idealnie realizować wszystkich zaleceń lub przygotowywać wszystkich potraw zgodnie z przepisami. Nie wtedy, kiedy chodzę do pracy na cały etat. A przez ostatni tydzień latałam po domu sprzątając i po sklepach kupując elementy dekoracyjne do mieszkania. Moje ćwiczenia wyglądały co najwyżej tak:


Ale na ćwiczenia czas! Dawno nie poskakałam z Ewą i mi tego brakuje. Miałam zamiar się zdrzemnąć i odpocząć trochę po całym tygodniu biegania, ale możliwość nadarzyła się dopiero teraz, więc... choć nie wiem, czy mi się uda, bo znowu za którąś ścianą wiercą za słabą wiertarką jak na żelbeton... W każdym razie (patrz zdjęcie).


JEDZENIE
Trochę zgodnie z dietą, trochę niezgodnie - ogólnie nie rewelacyjnie.

ĆWICZENIA
Skalpel z Ewą, choć czułam się źle. Dziwnie było - duszno, słabo, ogólnie do chrzanu. No i były to ćwiczenia po dłuższym czasie niećwiczenia. Ble! Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Czwartek pędzi na spotkanie piątku

Ogólnie... porażka. Jeśli chodzi o ćwiczenia. Poza tym jeszcze mam masę pracy w domu - ciuchy, prasowanie, pranie ręczników, sprzątanie... Nie ogarnę tego wszystkiego. Chciałam jeszcze pomalować ściany w kuchni... może dziś się uda, bo nie zamierzam dziś nigdzie jeździć. To, co mi brakowało, już kupiłam. Teraz czas ogarnąć bajzel. Dziś też w całym tym chaosie muszę znaleźć czas na ćwiczenia z Ewą lub Tomkiem. Upał w pracy dobija.


wtorek, 6 sierpnia 2013

To już wtorek?

Weekend przepłynął niczym sen. W ramach ćwiczeń było niezliczoną ilość razy: wchodzenie i schodzenie z krzesła (wysoki steper), kucanie (przysiady), przechodzenie do siadu (pozycja pompki), wznosy ramion ponad głowę, napięcia mięśni w różnych dziwnych pozycjach - gruntowanie, a później TAPETOWANIE przedpokoju. Ciężka orka. A do tego był mega upał. Efekt pray - spektakularny niczym metamorfoza Ewy. Dziś zamierzam podmalować kuchnię i oczywiście poćwiczyć.

JEDZENIE
Na śniadanie: owsianka na wodzie o smaku truskawkowym (kupiona porcja). Niezbyt mi smakuje, ale ok.

Upał, upał, upał... 37 st. C, w pokoju, w którym pracuję 29 st. C. Rozpływałam się. Na lunch zjadłam dwa małe kawałki piersi z kurczaka na zimno i kawałek bułki. Muszę te bułki czymś zastąpić.

W międzyczasie: kawa, napój aloesowy, woda.

Na kolację ser + kabanosy + bułka wieloziarnista.

Kupiłam dietę Be Diet ze strony Ewy: http://diety.bebio.pl/index.php/mid/7/fid/23/odchudzanie/diety
Start w czwartek 8 sierpnia.

ĆWICZENIA
Praktycznie nie miałam kiedy, chyba że liczy się wchodzenie do samochodu i wychodzenie z niego niezliczoną ilość razy i łażenie po sklepach w poszukiwaniu elementów dekoracyjno-remontowych. Na szczęście grubsze prace za nami. Jutro sprzątanie i mam nadzieję ćwiczenia. Jutro też mam otrzymać swoją nową dietę.

5 sierpnia

Znowu jak to w poniedziałek było sporo latania tu i tam, załatwiania różnych drobiazgów. Po pracy zawiozłam psa do rodziców, pojechałam na obiad, dalej po listwy podłogowe i farbę oraz zakupy, żeby było co na kolację zjeść. No i zaczęłam dalszy ciąg ogarniania mieszkania: umyłam komodę i szafki na przedpokoju, nakleiłam ozdoby na komodę i zaczęłam przyklejać folię na drzwi - trudno, nie za bardzo chce współpracować, ale jako tako wyszło - może nie idealnie, ale całkiem ok. Na ćwiczenia z Ewą zabrakło czasu i chęci. Mam nadzieję, że jutro motywacja mnie znajdzie albo ja znajdę ją.

piątek, 2 sierpnia 2013

Ćwiczyłaś dzisiaj?


Ha ha! Znajdź różnice


JEDZENIE
Śniadanie: herbata, kawa, 1/8 bułki grahamki, łódeczki z cykorii z małą łyżeczką serka twarogowego ze szyczyporkiem ;)

http://demotywatory.pl/4131404/Amerykanscy-dyplomacikontra-jezyk-polski

Przekąska: banan, a w międzyczasie słodycze (muszę przestać zabierać do pracy; jadłam je też dlatego, że byłam głodna, zjadłam słabe śniadanie)

2 kawy

Obiad: surówka, kasza jaglana na moje oko (2 łyżeczki), kotlet rybny

Przekąska: ble, niezdrowa, picie zdrowe: aloe & green tea

Kolacja: dzieło męża. I dostałam piękne czerwone różyczki :)

ĆWICZENIA
Ok, to po kolei. Po pierwsze - w tle grał (i nadal gra) Bon Jovi. Mua, uwielbiam i w ogóle! :*
A trening wyglądał tak: początkowo rozgrzewka i ćwiczenia z książki, po kolei: R03, S04, R04, R05, R06 każde po minucie. Daej 3 ćwiczenia powtórzone w 3 seriach: S09, R01, M31. Później próbowałam jeszcze zrobić K13, ale jest to dla mnie prawie niemożliwe - zrobiłam 4 razy, ale jak zaczynałam ledwo byłam w stanie zrobić jedno powtórzenie, więc jest progres. Przeszłam zatem do skalpela. Od 20 min mniej więcej, ale bez filmu. Po kolei: ćwiczenie na pośladki i nogi na boku, zadzieranie nogi ugiętej do góry, prostej góra-dół, wznosy bioder, opuszczanie nóg, brzuszki z rękoma, z nogami, same nogi, żaba. Było mi mało, więc zrobiłam jeszcze ćwiczenia z Tiffany The Bikini ABS Workout http://www.youtube.com/watch?v=Wq-VeGdQptQ

Fuck yeah!!! Jutro następny trening :-)


Piątkowe bzdurki

 Oto, co dziś znalazłam :-)






czwartek, 1 sierpnia 2013

Czwartek...

Czuję plecy, ale wcale nie w pozytywnym sensie. Muszę na nie szczególnie uważać, a dziś bolą... Albo przesiliłam, albo przewiałam. Dzisiaj ostrożnie z ćwiczeniami, żeby się nie uszkodzić jak ostatnio...

Taki miałam dziś nastrój... trudny dzień.


Robić skalpel czy nie robić... a może total fitness z Tomkiem...? No, sama nie wiem. Pewnie zrobię, powoli się uzależniam od ćwiczeń, po których zazwyczaj czuję się lepiej :-)

JEDZENIE
Śniadanie: 1/2 bułki fitness, pasztet z papryką, kawa (1.3 kubka)

Przekąska: czekolada na nerwy, herbata, skittles

Obiad: makaron z krewetkami z papryką w sosie: mleko, mąka, papryka słodka, olej kokosowy, smak czosnku, cytryna, pieprz kolorowy, sól.

Kolacja: na razie nie jestem głodna. Kolacji nie zjadłam, za to chipsy owszem. I piwo. Masakra... Jak tak dalej pójdzie to niezdrowym jedzeniem zniszczę każdy efekt ćwiczeń.

ĆWICZENIA
Poćwiczyłam przed spaniem: 3 ćwiczenia ze skalpela głównie na pośladki powtórzone 2 razy (skurcz tyłka mnie złapał), 4 ćwiczenia na brzuch ze skalpela (ręce, ręce+nogi, nogi, żaba), a na koniec biodra w górze, noga w górze i góra-dół. Powiem szczerze, że byłam zdziwiona, że szło mi tak dobrze - jeszcze wczoraj miałam z tym ćwiczeniem problem.




środa, 31 lipca 2013

Środa

Przyznam szczerze, że wczoraj po treningu czułam się dziwnie... Ale mam dwie motywacyjki w głowie:
1) udało mi się wczoraj zrobić ćwiczenie (częściowo), którego wcześniej nie robiłam, czyli: przekraczaj swoje granice
2) moja babcia zapytała, czy schudłam :-) na wadze nie, ale wygląd w mojej opinii jest ciut lepszy

A zatem - nie poddawać się i ćwiczyć!

JEDZENIE
Śniadanie: 1/2 grahamki, 1/2 serka wiejskiego, 1 ogórek małosolny, herbata, góralka

Przekąska: kawa z mlekiem i cukrem, sernik na zimno z owocami (1 kawałek) mojej mamy

Lunch:  1/2 grahamki, 1/2 serka wiejskiego, 1 ogórek małosolny, herbata (czyli to samo, co na śniadanie) oraz plasterek sera Hohlland

Obiad: miseczka gulaszu z papryką i ziemniakami (jednogarnkowo)

Kolacja: pieczywo, łosoś, cykoria i inne przysmaki.

ĆWICZENIA
Ćwiczyłam, choć nastrój miała słaby - wkurzyłam się ekstremalnie na jedną sytuację, a właściwie chyba czułam się bezsilna, a rzadko tak się czuję. Po drzemce jednak nastrój był lepszy (dziękuję Filip!), więc wzięłam się do roboty. A tak serio, to zobaczyłam, że w lidlu będą piękne koronkowe stringi, które kiedyś chciałabym mieć w rozmiarze S (a przynajmniej M na początek). Gdy tak patrzyłam i wyobrażałam sobie mniejsze gacie, pomyślałam: Do roboty, nic się samo nie zrobi! Po powrocie do domu było więc turbo (25 min), potem padłam i przerzuciłam się na skalpel od 20 min. Skończyłam i jestem zadowolona, ale jutro chyba dzień przerwy albo tylko skalpel na spokojnie. Już się raz przetrenowałam... i zarzuciłam ćwiczenia.

wtorek, 30 lipca 2013

Wtorek - motywacja

U Ewy znalazłam dziś takie cudo :-) A widziałyście "Pamiętnik"?


I jeszcze jedno - padłam! :D


JEDZENIE
Śniadanie: cienkie kabanosy, kawałek bułki pszennej, kawa z mlekiem i kostką cukru.

Przekąska: 1/2 bułki pszennej, cykoria z bryndzą, ogórek gruntowy, herbata czarna.

Obiad: pizza (nie cała oczywiście), chłodne słodkie piwo limonkowe.

Kolacja: urodzinowa u rodziców - nie wiem, co będzie. A więc zjadłam: naleśnika ze szpinakiem w sosie śmietanowym, plasterek pomidora z mozzarellą, 4 łyżki sałatki z arbuza, ogórka i fety z miętą i słonecznikiem, 1/2 kieliszka szampana

Do picia: woda.

ĆWICZENIA
No, Gosling nie będzie przez mnie płakał. Zrobiłam 10 minut killera; później musiałam przerwać, bo zaatakowało mnie serce. Czasami jest niegrzeczne i wywija mi numer - wali jak oszalałe - niefajnie, gdy dzieje się to np. na maratonie rowerowym. Zrobiłam jeszcze brzuszki skrętne oraz 20 s w ustanej pompce powtórzone 2 razy i przeszłam do skalpela. Zrobiłam od 20 min do końca, więc ponad 30 min treningu zaliczone. Co prawda strasznie boli mnie mięsień z prawej strony wzdłuż kręgosłupa, gdy robię ćwiczenia na brzuchu, ale jakoś dało radę - nie wszystkie, ale dało się. Wszystko wynagrodził pies Trufel, który na ostatnie brzuszki położył mi się na brzuchu (20 kg) i "pomagał". A na koniec na osłodę Chris Young "You're the center of my world" i "Flowers".

A w ogóle to czuję się znacznie lepiej i wydaje mi się, że mam ciut mniejszy brzuch. Ale pierwsze zdjęcia po rzetelnym miesięcznym treningu. Wcześniej to było tylko takie pitu, pitu.

Marudny poniedziałek

Planowałam poćwiczyć killera, ale jakoś tak zamarudziłam, później poszłam na angielski i jak wróciłam zjedliśmy z Filipem kolację, więc już nie poćwiczyłam. A powinnam. Mięśnie przestają boleć, a to znak, że czas najwyższy na następny trening. W nocy była meeega burza, a dziś znów ciepło.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Niedzielny jarmark

Jako że po pierwsze - pogoda bywała wątpliwa, jeśli chodzi o słońce i po drugie - widzieliśmy korek powracających znad morze, zrezygnowaliśmy z plażowania. Zamiast tego wybraliśmy się na Jarmark Dominikański do Gdańska z rodzicami i sąsiadami. Poszwendaliśmy się po uliczkach, wypiliśmy litewskie zimne piwo, wspięliśmy się na Wieżę Mariacką i to nas dobiło. Później poszliśmy z rodzicami na indyjskie jedzonko. Mniam!

JEDZENIE
Na śniadanie zjadłam dwa gotowane na miękko jajka, chleb domowego wypieku mamy, warzywa, popiłam herbatą.

Przekąska: kawa + ciasteczka owsiane.

Obiado-kolacja: naaan, papadaan, samosy, kurczak korma, krewetka, pieczarka, cukinia, 2 łyżki ryżu, 2 napoje orzeźwiające na bazie soku żurawinowego, jabłkowego i grejpfrutowego.

Przekąska: niezdrowa, więc nie będę pisać.

ĆWICZENIA
Robiłam dziś skalpel, bo temperatura była dziko wysoka. Wciąż mam problem z ćwiczeniem - stoi się i jedną nogę unosi się do boku góra-dół. No i jedno ćwiczenie brzuch-pośladki też jest bardzo trudne - robię wersję łatwiejszą. Jutro czas na coś nowego!

sobota, 27 lipca 2013

Sobota imieniny kota

Wczoraj miałam takie zakwasy, że mnie zawsze zamurowało, jak wstawałam lub siadałam. Dziś jest już znacznie lepiej, więc czas na ćwiczenia. Jeszcze nie wiem, co dziś wybiorę - coś na pewno, nie ma innej opcji.

JEDZENIE
Na śniadanie: jajecznica z 2 jaj, 2 ogórki gruntowe, 1/2 małej bagietki, kawa z mlekiem i syropem z agawy

Przekąska do kawy: czekolada... muszę ją wyeliminować z jadłospisu, nie pomaga schudnąć.

Na kolację zjedliśmy pyszne rybki: smażonego chyba dorsza, śledzie, łososia, do tego warzywa grillowane z serem feta i wino.

ĆWICZENIA
Nocleg u rodziców, nic nie poćwiczyłam, mimo postanowień, że dziś czas.

czwartek, 25 lipca 2013

Czwartkowe zmagania

Jako że po wczorajszym treningu mam zakwasy, nie zdecydowałam się na killera lub turbo, lecz na skalpel, który już znałam. Jak się okazało, nie znałam go wcale- dziś uważnie słuchałam uwag Ewy co do napinania brzucha i pośladków... i ledwo żyłam pod koniec. Ale udało mi się zrobić cały trening. Jutro jednak zrobię  sobie przerwę... najprawdopodobniej.

JEDZENIE
Śniadanie: bułka pszenna z pasztetem z papryką

Przekąska: czekolada (o nie!), ciasto

Obiad: 2 małe karkówki i kiełbaska z grilla, sos czosnkowy, ogórki małosolne, kilka plasterków świeżego ogórka oraz kilka kawałków pomidora, bułka pszenna

Przekąska w domu: borówki amerykańskie, a po 3 godzinach: kilka płatków cykorii z serkiem ostrowia i lazurem

Kolacja: będzie za chwilę, sałatka z sałaty lodowej z krewetkami i kawałkami paluszków krabowych, pieczywo, piwo.

ĆWICZENIE
Skalpel Ewy wykonany rzetelnie i zgodnie z wskazówkami. Jutro będę miała takie zakwasy, że będę miała problem z siadaniem, staniem i innymi najprostszymi czynnościami. Lubię to uczucie - przypomina mi, że ćwiczyłam :-)


środa, 24 lipca 2013

Środa treningowa

Dzisiaj jestem z siebie zadowolona. Co prawda do pracy pojechałam samochodem - rano to jednak najszybsza i najwygodniejsza opcja - nie wpadam do pracy spocona, przeładowana itp. Znowu co prawda wyszłam bez śniadania, ale zjadłam zaraz po przyjściu do pracy. Później lekki obiadek, spacer i trening!

JEDZENIE
Śniadanie: bułka pszenna z pasztetem z papryką, kawa z mlekiem i kostką cukru.

Przekąska: odrobina sernika na zimno mamy z galaretką, malinami i porzeczkami oraz kruchymi pełnoziarnistymi ciasteczkami z miodem (później zjadłam drugą porcję).

II śniadanie/lunch: 2 ogórki gruntowe, 1 pomidor z ogródka, 3 plasterki szynki, 3 cienkie kabanosy, kawałek sera pleśniowego, bułka pszenna, herbata z 2 kostkami cukru (kostki są mniejsze niż normalnie, bo to cukier brydż)

Przekąska: czekolada Milka łaciata, borówki amerykańskie.

Obiad: botwinka

Na kolacje pewnie kolba kukurydzy.

ĆWICZENIA
Total fitness Ewa Chodakowska & Shape 5 zestawów ćwiczeń po 3 ćwiczenia powtórzone w 3 seriach. Razem: 15 ćwiczeń x 3 serie. Daje w kość, a właściwie w mięśnie. Po 4 zestawie ćwiczeń niespodzianka ;) Prawie dałam radę wykonać wszystkie ćwiczenia razem z trenerem - kilka razy nie dociągnęłam ćwiczenia do końca.

A we wtorek...

Jakoś wtorek minął błyskawicznie... Urodziny mamy i zero ćwiczeń.

wtorek, 23 lipca 2013

Zabiegany poniedziałek

Odkąd znów regularnie chodzę do pracy (czyli od poniedziałku do piątku na 8 godzin), czas mi się drastycznie skurczył, a dni są wariackie. Zawsze chcę zrobić jeszcze to czy tamto, do tego poćwiczyć, poczytać, pójść na angielski - ogólnie na wszystko brakuje czasu - a weekendy też prawie całe dnie nie ma nas w domu. I jeszcze mamie prezent kupowałam, bo jutro ma urodzinki. Ale do rzeczy :-)

JEDZENIE
Na kolację domowa pizza - zjadłam niecałe 2 kawałki. A jak pizza i lato, to piwo (zgubne dla mnie).

Na śniadanie wciągnęłam parówki z serem na wierzchu, bułkę, poprawiłam ciastem domowej roboty - sernik z jagodami. (Zostałam poczęstowana w pracy).

U koleżanki wypiłam kawę-siekierę - prawie mnie zabiła.

Podwieczorek przed angielskim na szybko - ser pleśniowy (kawałeczek na spróbowanie), owoce: maliny!!! Uwielbiam.

ĆWICZENIA
Poćwiczyłam z przyjemnością:
1) zatrzymania na 3 sekundy w pozycji kołyski,

brzuszki z książki Ewy:
2) kręgosłup przyklejony do podłogi, nogi kąt 90 stopni, wymachy naprzemienne rąk,
3) ręce za plecami, nogi prosto, przy skłonie nogi pracują na boki,
4) wznosy bioder
5) boczki w pozycji podpartej na łokciu i nogach,

korpus:
6) naprzemienne przekładanie rąk dłonie - łokcie w pozycji podpartej (jak do pompki)
7) leżenie na brzuchu: unoszenie rąk i nóg jednocześnie

pośladki - pozycja podparta, na kolanach:
8) wymachy nogi w tył (prawa, potem lewa)
9) wymachy nogi w bok (prawa, potem lewa)

10) przysiady squat z podniesieniem i wymachem nogi w tył
11) pompki (5 sztuk ;))

Powinnam to powtórzyć ze trzy razy, może jutro? Nie, jutro zamierzam odpalić płytę z "Shape'a" - tam jest trening 30- czy 45-minutowy.

niedziela, 21 lipca 2013

Kite'owa niedziela

Mimo początkowych oporów moich pojechaliśmy razem z Filipem i uwaga! Truflem na półwysep. Jechaliśmy ok. 50 min, co jest bardzo istotną informacją, ponieważ wracaliśmy już 3 godziny. STRAAASZNIE DŁUGO. Dzień pełen słońca, wody i ganiania Trufla z wody albo przed kitem, żeby się w linki nie zaplątał. Z czytania było tego może z jedna strona. Ale znów spróbowałam posterować kitem. No i mam piankę!

JEDZENIE
Na śniadanko jajko sadzone, parówki z boczusiem, bułka, serek z orzechami włoskimi i kabanosy. Do tego herbatka.

Później: banan, spalone mięso z grilla, piwo, kabanosy, czekolada, chipsy, cola... masakra jedzeniowa ogólnie. Może jutro dla odmiany spróbuję zjeść coś zdrowego...

ĆWICZENIA
Łażenie po plaży, w wodzie w tę i z powrotem wiele razy, kite'owe próby.

Owsianka w czwartek

Jestem z siebie dumna - na śniadanie zrobiłam sobie owsiankę :-) Punkt dla mnie za zdrowe jedzenie:-)

czwartek, 18 lipca 2013

Środa 17 lipca - motywacja

Jako że czuję, że siedzenie niezbyt mi służy i cały czas mam w głowie efekty, jakie można osiągnąć dzięki ćwiczeniom Ewy oraz dodatkowo zmotywowałam się przykładem babki, która w pół roku schudła 20 kg, ćwicząc z Ewką właśnie. A zatem - do dzieła.

JEDZENIE
Niezbyt zdrowe, nieregularne przede wszystkim. Ale była też sałatka z tortellini i pizza domowej roboty.

ĆWICZENIA
W końcu się za nie zabrałam!!! Ale się cieszę - zrobiłam takie, które mi dyktowało serce. Na korpus 2 ćwiczeń, na brzuch - 3, na nogi i pośladki - 3. Powtórzone 2 razy. Niezbyt wiele, ale było mi ciepło bardzo. Uff - w czwartek trzeba podjąć ciut większy wysiłek.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Zapracowany poniedziałek

Zakręcona jestem, ale już od jutra mam nadzieję odejdzie mi kwestia jednej pracy (robota zaległa z poprzedniego stanowiska) i będę miała więcej czasu. Na inne obowiązki, ale na szczęście niezwiązane z siedzeniem przy kompie. Dość, ble, ile można!

JEDZENIE
Nie takie złe... na śniadanie kanapka z serkiem lazur oraz cienkie kabanosy tzw. francuskie, na obiad ryż z serem lazur oraz kalafior z bułką tartą, na kolację zapiekanka makaronowo-warzywna home made by Marta.

ĆWICZENIA
No właśnie nic... Jutro rowerem do pracy, więc przynajmniej nogi przemacham.

niedziela, 14 lipca 2013

Weekend 13-14 lipca

Weekend obfitował w towarzyskie spotkania, ogarnianie tego, na co w tygodniu nie ma czasu i... w miarę jako taki odpoczynek. Jutro znów do pracy o poranku.

sobota, 13 lipca 2013

Piątek 12 lipca

Uff, weekend, już naprawdę potrzebny - tydzień ganiany strasznie! Dziś po pracy i obiedzie 30 min drzemki i na działkę do roboty. Pomachałam trochę siekierą, a potem czuwałam nad ogniskiem. Czułam się jak Westa :-) albo inkwizytor palący niewiernych na stosie.

czwartek, 11 lipca 2013

11 lipca

Dzisiaj dzień spokojniejszy, planowałam po pracy trochę odespać, ale poszłam do Marty, a później pojechałam z Truflem do weta i skoczyłam po zakupy do Lidla. I już mamy wieczór, wczesny, ale wieczór. Na szczęście jutro piątek, choć zapowiada się dłuuugi dzień.

JEDZENIE
Kanapka z nutellą, kanapka z almette, 2 marchewki i kabanos.

Na obiad tagliatelle z łososiem, papryką i oliwkami w białym sosie.

Za dużo kawy.

Teraz czas na kolację.

ĆWICZENIA
Rowerem do pracy i z pracy.


środa, 10 lipca 2013

10 lipca

Kolejny pełen wrażeń dzień :-) Po pracy (matematyczny dzień) naprawiłam mamie jedne korale (z trzech), poskrobałam trochę ścianę - trzeba ją przygotować do malowania, zabrałam Trufla na 25 min biegania za dyskiem, wywiesiłam i wstawiłam pranie, no i pojechałam na półwysep, gdzie Filip ćwiczył kite'owanie.
Ja się już nie załapałam, ale trochę pomachałam latawcem akrobatycznym Szymona - fajna zabawa :-)

JEDZENIE
Na śniadanie kanapka z metką, kawa z mlekiem i 1 kosteczką cukru.

Przekąski: góralka, mleczna kanapka, nestea zielona, kawa.

Obiad: sałatka z kapusty pekińskiej z kurczakiem (kupiona)

Niezdrowe było też, ale to nie będę się przyznawać.

Na kolację: SUSHI :D

ĆWICZENIA
Ogarniałam dziś przewracanie kite'a, sterowałam latawcem, ale poza tym... nie było jakichś mega intensywnych czy jakichkolwiek ćwiczeń. Po wczorajszym rowerze bolą mnie plecy... :/ Znaczy - nie wzmocnione (normalnie ustawa przewiduje tu pisownię łączną, ale mi tutaj bardziej mimo wszystko pasuje rozłączna; łączna wygląda zbyt przymiotnikowo).

wtorek, 9 lipca 2013

9 lipca

Wow, fajny dzień, a jeszcze się nie skończył. W pracy to, co lubię - książki, po pracy trochę ganiania: gabinet (krótkie, aczkolwiek bardzo miłe spotkanie z mężem), apteka, babcia, apteka po raz drugi (zapomniałam portfela, więc za pierwszym razem mi nie starczyło), dom, wstawić makaron, wyprowadzić Trufla, zjeść obiad i na rower! Właśnie już jestem po kręceniu i teraz czeka mnie tylko wstawienie i rozwieszeniu prania, krótki wyskok do sklepu i relaks z książką :-) Może przy dobrej muzyce - daaawno już nie słuchałam Chrisa Younga :-)

JEDZENIE
Śniadanie: 2 kawałki chleba domowego wypieku mamy + metka, kawa z mlekiem i cukrem.

Przekąska: nugatowa góralka!, druga kawa z mlekiem i cukrem.

W międzyczasie: zielona nestea i jako przekąska II kanapka z serem cambozola (pleśniowy).

Obiad: makaron spaghetti z sosem ze słoika (ble! wolę nasz własny, ale nie było czasu zrobić).

Piwo słodkie i chipsy na przegryzkę - wiem, nie powinnam...

ĆWICZENIA
Rower!!! Po bardzo długim czasie, ok. 25-30 km po górkach w górę i w dół w dobrym tempie, więc z ręką na sercu można uznać to za trening. Paul mnie trochę przegonił po wzgórzach w okolicach bliższych i dalszych.

poniedziałek, 8 lipca 2013

8 lipca

Jest 8 lipca, nowy blog, wyzwanie to samo - do dzieła. :) Musi się udać. Choć obrazek nie pomaga.


JEDZENIE
Przekąska I: kawa z mlekiem i cukrem, batonik Corny bananowy.

Na śniadanie 1,5 kawałka chleba na zakwasie + twarożek granulowany. I kawa - dziś dzień był strasznie zamulający.

Przekąska II: banan.

Obiad: ryż biały, polędwiczki z kurczaka z cebulką i sosem sojowym, brokuły i surówka z sałat.

U rodziców herbata i kawałek biszkopta oraz kawałek tortu babci - makowy z kremem kawowym.

Na kolację: kabanosy cienkie, 2 kawałki świeżego domowego chleba z masłem, kawałeczek warkocza serowego (nie ma śmieciowych dodatków) oraz piwo radler.

ĆWICZENIA
Dziś był mega upał, ponadto miałam dziś angielski, więc nie ćwiczyłam - jak wróciłam, byłam głodna, później już za późno. Ale jutro na pewno idę na rower - nie sama, więc na pewno.


Od dnia XXVI do dnia XXX czyli od 26 do 30 czerwca

Jako że dziś 1 lipca, należałoby wznowić wyzwanie. Jedno jest pewne - jak ćwiczyłam, nie bolały mnie plecy. A teraz znów się odzywają... DO ROBOTY! To się nazywa automotywacja ;-)

Ale jest mikro-postęp: ponownie odkrywam, że zdrowe jedzenie jest pycha (choć to wiem, ale jakoś nie zawsze od planu przechodzę do działania).

Ponadto w niedzielę pokręciłam trochę na rowerze... mało, ale zawsze coś.

Dzień XXV - 25 czerwca

Czuję się mocno osamotniona w moim niećwiczeniu. Dzisiaj po pracy angielski, ale mam zamiar spiąć pośladki i poćwiczyć z Ewą :-) Już nawet patrzyłam, jaki jest zestaw ćwiczeń na dzień 10. Trzeba się cofnąć, bez sensu lecieć z ćwiczeniami dalej, jeśli się pominęło prawie dwa tygodnie.

JEDZENIE
I śniadanie: owsianka na mleku (i chyba wodzie - mąż przygotował) z bananem, czarna herbata.

II śniadanie: tarta z marchewką i porem, malutki kawałek domowej roboty drożdżówki z rabarbarem, kawa z mlekiem i łyżeczką (małą) cukru.

Reszty nie pamiętam już.

Dzień XXIV - 24 czerwca

Poniedziałek, aktywny jeśli chodzi o kwestie domowe: pranie i prasowanie (mogłabym cały dzień) - nogi bolą od stania. Załatwianie spraw, obiad, a wieczorem angielski (odrabiane zajęcia).

JEDZENIE
Śniadanie wspólne z mężem: 1/2 parówki (miało być 1 i 1/2, ale Trufel się poczęstował z talerza), jajko smażone, kawałek bagietki.

Na obiad: jedzenie na zewnątrz?

Kolacja: gulasz wołowy z papryką czerwoną, żółtą i zieloną, marchewką oraz ziemniakami.

ĆWICZENIA
Brak.

Dzień XXIII - 23 czerwca

Błoga niedziela... Od rana na plaży - niby nie było słońca, a jednak się mocno opaliłam, żeby nie powiedzieć - spiekłam.

JEDZENIE
Na śniadanie: 1/2 kajzerki pszennej z pasztetem, 1 parówka

Przekąska: ciasteczka zbożowe, kanapka z buki pszennej z pasztetem, do tego ogórek małosolny mamy.

Do picia: kawa, nestea zielona cytrynowa.

Obiad: makaron kolorowy wstążki z prażonymi ziarnami słonecznika, suszonymi pomidorami oraz chipsami z cukinii.

Na urodzinach Justynki: kawałek tortu, 1/4 karkówki z domowej roboty sosem czosnkowym i surówką z sałaty lodowej.

Na kolację: sushi z okazji Dnia Ojca, herbata zielona jaśminowa (uwielbiam!) i napar ze świeżej mięty.

ĆWICZENIA
Szwędanie się po działce... wiem, to nie są ćwiczenia.

Dzień XXII - 22 czerwca

Na poletku z ćwiczeniami zostałam sama - a tak serio - to już niestety nie pamiętam, kiedy ćwiczyłam z Ewką. Czas się wziąć do roboty, bo będzie źle. Albo już jest.

JEDZENIE
Śniadanie: jajko z mozzarellą, kawałek bagietki.

Obiad na plaży: SUSHI!!!, arbuz, wino musujące.

Przekąska: ody z mc'donalds i kawa biała z cukrem.

Kolacja: chyba nic...

ĆWICZENIA
Bieganie po plaży :-) Czytanie na słońcu :-)

Dzień XXI - 21 czerwca

Piątek był upalny, nie taki leniwy - wieczorem byliśmy u rodziców - Filip kosił, ja przesadzałam kwiatki, Trufel hasał has has! :-D

A wieczorem spotkaliśmy się z sąsiadami - było pyszne kaloryczne fondue serowe ;-) a do niego: bagietka, marchewka lub papryka. Białe wino lub piwo do picia - co kto wolał.

Dzień XX - 20 czerwca

Czwartek... upał... coś na pewno zjadłam nie tak. I nie ćwiczyłam... było tak strasznie gorrrąco... podobno 38 st. C...

Dzień XIX - 19 czerwca

Koncert, koncert, koncert!!!!!!!!! BON JOVI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Rewelacja!

ĆWICZENIA
Skakanie, wspinanie się na palce, machanie rękami w górze, klaskanie normalne, klaskanie w górze, stanie (dłuuugie stanie i czekanie), wrzaski i piski! :D Ogólnie ćwiczenia w innej formie mega intensywne i w wysokiej temperaturze (jakieś 28 st. C było) zaliczone.

JEDZENIE
Na śniadanie słabo - drożdżówka :-) ale domowa - i jedno ciastko owsiane.

Obiad (obfity, musiał mnie długo trzymać - do końca koncertu): de volaille, zestaw surówek (kapusta, buraki, marchewka), frytki, piwo.

Po koncercie: piwo (zimne) - nie było nic innego, no dobra, została im 1 butelka ciepłej coli zero (ohyda!).

Kolacja: bułka pszenna, 3 paróweczki z indyka, 1 mała papryczka nadziewana serkiem, almette i odrobina masła, plaster łososia, 2 małe kawałki salami węgierskiej, 1 plasterek sera pleśniowego lazur. Wszystko mi smakowało, bo byłam strasznie głodna.

Dzień XVIII - 18 czerwca

Dzisiaj dzień w pracy - to zazwyczaj generuje u mnie niezbyt zdrowe jedzenie, ale dziś jest ok (póki co). A to trochę dzięki zmienionemu rozkładowi SKM. Gdyby kolejka była - kanapkę bym kupiła. A że jedna wypadła, to miałam czas wrócić do domu i zrobić sobie własną kanapkę.

JEDZENIE
Na śniadanie wciągnęłam bułkę pszenną posmarowaną almette i przełożoną łososiem. Mniam! Popiłam nestea zieloną z cytryną - ma mało kalorii, po godzinie kawa i ciastko parzone.

Przekąska: tarta z marchewką i serkiem.

Przekąska II: tarta ze szpinakiem i innym zielskiem.

W międzyczasie: talarki a'la paluszki słone, kawa, herbata, góralka nugatowa.

Na obiad: zupa ryżowo-sercowa oraz makaron z oliwą z oliwek i czosnkiem oraz pomidorem.

Kolacja: przysmaki ze ślimakiem, ser twardy i pleśniowy, pomidory z mozzarellą, czereśnie, alkohol.

ĆWICZENIA
Nie wiem, czy się liczy, ale wejście pod górkę na Tarzańską w tempie szybkim.

Dzień XVII - 17 czerwca

Dziś czułam wczorajszego kite'a. Zakwasy! Wieczorem trochę pokicałam po łące, zbierając poziomki.

JEDZENIE

I śniadanie: 1/2 bułki z serem, pomidorem i majonezem.

II śniadanie: 1/2 bułki z serem, pomidorem i majonezem (to się nazywa urozmaicenie ;)).

W międzyczasie kawa z mlekiem i odrobiną cukru.

Obiad: ryż biały z mięsem z udek kurczaka i papryką żółtą i czerwoną z sosie pomidorowym.

Do picia: herbata owocowa, woda

Kolacja: pieczywo chleb drwalski, kabanosy francuskie, papryczki słodkie nadziewane serem, salami węgierska, herbata owocowa, piwo w ilościach niewielkich.

Przekąska do filmu: plaster ananasa, poziomki.

ĆWICZENIA
No nie poćwiczyłam, ale jutro zamierzam zrobić jakieś Ewki.

Dzień XVI - 16 czerwca

Dzień po imprezie i dzień poza domem. Ech... mc'donald nie jest zdrowy.

JEDZENIE
Jajecznica z 2 jajek na śniadanie, herbata, do tego bułka z almette i pomidorki koktajlowe ze świeżą bazylią i oliwą z oliwek.

Na obiado-przekąskę: mc wrap musztardowo-miodowy + czarna herbata

Na kolację: sałatka premium (znowu mc'donald) i łódeczki ziemniaczane, herbata.

W międzyczasie: 1/3 banana, woda mineralna, kawałek tortu bezowego, 1/4 karkówki, 1/2 kubka kawy (chyba mnie dobiła).

ĆWICZENIA
Łażenie i bieganie po plaży, próby ślizgania się na falach na skimie, próby kite'owe w wodzie, sterowanie latawcem i przeciąganie po zatoce. Czaaad!

Dzień XV - 15 czerwca

Jako że nie może być tak, że nie ćwiczę, a tylko jeżdżę od czasu do czasu na rowerze oraz piorę i sprzątam, dziś ćwiczenia musiały się odbyć. WRÓCIŁAM na tory Ewki!!!!!! Aby się nie zniechęcić goniącym stoperem oraz wertowaniem książki, zrobiłam coś innego.

JEDZENIE
Na śniadanie (późne, trzeba się było zdecydować na owsiankę jako pierwsze): kawałek jabłka, 1 bułka pszenno-owsiana upieczona przez Filipa z pastą z tuńczyka (wczorajszą), 1 kabanos, 1/3 szlanki herbaty czarnej, kawa z mlekiem oraz niecały pączek (dostaliśmy rano od sąsiadów:-)).

Do picia: woda (Nałęczowianka - bardzo nie lubię, zdecydowanie wolę Żywiec Zdrój).

ĆWICZENIA
A więc poćwiczyłam dziś przed tv, czyli zrobiłam skalpel Ewki: http://www.youtube.com/watch?v=3yicvXejknk
Bardzo przyjemne ćwiczenia, choć czasem czułam, że już nie jestem w stanie ustać na nodze - mięśnie odmawiały posłuszeństwa i zaczynałam się chwiać. Teraz mi słabo - czuję się jak po 1 lub 2 dniu ćwiczeń. Nie należało robić takiej długiej przerwy od tych ćwiczeń...

A tego teraz słucham, także do ćwiczeń :-) Niestety nie wiem, jak zrobić, aby pojawiło się okienko filmu na naszej stronie... :-/

http://www.youtube.com/watch?v=K2YF9nE4YIU