Wow, fajny dzień, a jeszcze się nie skończył. W pracy to, co lubię - książki, po pracy trochę ganiania: gabinet (krótkie, aczkolwiek bardzo miłe spotkanie z mężem), apteka, babcia, apteka po raz drugi (zapomniałam portfela, więc za pierwszym razem mi nie starczyło), dom, wstawić makaron, wyprowadzić Trufla, zjeść obiad i na rower! Właśnie już jestem po kręceniu i teraz czeka mnie tylko wstawienie i rozwieszeniu prania, krótki wyskok do sklepu i relaks z książką :-) Może przy dobrej muzyce - daaawno już nie słuchałam Chrisa Younga :-)
JEDZENIE
Śniadanie: 2 kawałki chleba domowego wypieku mamy + metka, kawa z mlekiem i cukrem.
Przekąska: nugatowa góralka!, druga kawa z mlekiem i cukrem.
W międzyczasie: zielona nestea i jako przekąska II kanapka z serem cambozola (pleśniowy).
Obiad: makaron spaghetti z sosem ze słoika (ble! wolę nasz własny, ale nie było czasu zrobić).
Piwo słodkie i chipsy na przegryzkę - wiem, nie powinnam...
ĆWICZENIA
Rower!!! Po bardzo długim czasie, ok. 25-30 km po górkach w górę i w dół w dobrym tempie, więc z ręką na sercu można uznać to za trening. Paul mnie trochę przegonił po wzgórzach w okolicach bliższych i dalszych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz