wtorek, 8 października 2013

Środa i czwartek (2.-3.10.)

Jako że piątek się jeszcze nie skończył, a właściwie dopiero zaczął, nie spisuję go na straty. Niestety, w kwestii dni wymienionych w tytule - ani pobiegać się nie udało, ani poćwiczyć, ani poskakać, nic. Trudno to ogarnąć, jak się kończy robotę przed 18, później wariacko zdążyć na angielski i pomóc kuzynowi z pracą licencjacką. Co jak co 23:00 to dla mnie trochę za późno na ćwiczenia.

Nie wiem, jak to zrobię, ale muszę wygospodarować choć trochę czasu na ćwiczenia. Czas przewartościować mój mikro świat. Chciałabym dojść do takiego stanu, że "trening - rzecz święta". nieruszalna. Dopiero wtedy można osiągnąć sukces. Póki co cieszę się, że mam energię na wszystko inne i nie wpadam w dołek "nie chce mi się". To niedopuszczalne! ;) Chyba, że jest sobota wieczór :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz