W czwartek poszliśmy na tańce - cza-cza okazała się nie taka łatwa do powtórzenia, ale nie poddajemy się. Kiedyś już tańczyłam, więc jestem trochę niecierpliwa. Ale tylko troszkę. Spłynęło na mnie ostatnio dużo czasu, więc mogę go poświęcić na zmiany na lepsze. Odpoczęłam w ten weekend, więc jutro zaczynam. Już dokonuję rewolucji w kuchni. Niebawem co ciekawsze wpisy na blogu Dwie lewe ręce w kuchni.
Co do ćwiczeń zastanawiam się, co dziś wybrać: Cassey (jest trochę świrnięta) czy Chodakowską (powoli mnie nudzi). Więc może Tiffany? Choć ostatnio po jej ćwiczeniach nie mogłam normalnie oddychać ;-) Dam znać, co wybrałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz